niedziela, 9 sierpnia 2009

Jerzy Wróblewski

„Miesiąc sierpień szczególnie zapisał się w biografii Jerzego Wróblewskiego - z jednej strony wyznaczając początek bogatego w twórczość życia, a zarazem określając jego koniec pół wieku później. W tym właśnie miesiącu miłośnicy twórczości tego klasyka polskiego komiksu powojennego obchodzą dwie rocznice związane z osobą zmarłego rysownika; 7.08-go - urodzin, zaś 10.08-go - jego śmierci.” - Fragment artykułu Marcina Jaworskiego wykorzystanego min. jako notka biograficzna J. Wróblewskiego w serwisie Gildia Komiksu. Jerzy Wróblewski zmarł 10 sierpnia 1991 roku. Odszedł zbyt wcześnie, bardzo nam go brakuje, nikt nie zajął jego miejsca... Oklepane, patetyczne frazesy, które bardzo często słyszymy i wygłaszamy, wspominając kogoś, kogo z nami już nie ma. Zastanawiam się niekiedy, jakie komiksy Jerzy Wróblewski mógłby narysować gdyby jeszcze trochę pożył? Jak potoczyłaby się jego kariera, jaką metamorfozę przeszłaby jego twórczość gdyby miał możliwość wykorzystania w pracy komputera? Bez wątpienia tak wszechstronny artysta radziłby sobie teraz znakomicie. Moda na komiksy historyczne, seria o polskich olimpijczykach itp. Chyba zdominowałby ten przedział rynku, bo rysowników sprawnie posługujących się realistyczną konwencją jest u nas naprawdę niewielu, zbyt mało. Z łatwością mogę wyobrazić sobie jego powrót do postaci Żbika, kolejne komiksy sensacyjno - przygodowe czy westerny. Miałby dzisiaj 68 lat. Nie wierzę, żeby rysowanie komiksów mu się kiedykolwiek znudziło, choć miałby prawo odcinać kupony od swojego potężnego dorobku i tylko raz na jakiś czas przygotować kolejny album z przygodami Binio Billa. Odszedł zbyt wcześnie... Jestem o tym głęboko przekonany. Projekt okładki do książki Macieja Jasińskiego, która niestety nie jest jeszcze ukończona.

4 komentarze:

  1. Piękny, rocznicowy tekst, Andrzeju. Pamiętam sierpień 1991 bardzo dobrze. Szczególnie moje pierwsze i niestety ostatnie spotkanie z Mistrzem w jego mieszkaniu, kiedy pokazywał nam gotowe kadry nieukończonego westernu "My nigdy nie śpimy", rysowanego do Twojego scenariusza. Było upalnie tak, jak dziś, piliśmy wodę mineralną, a Pan Jerzy pokazywał nam jak sposobi piórka, żeby się nimi miękko rysowało.

    OdpowiedzUsuń
  2. Niestety i tak sie zdarza ze ludzie odchodza za wczesnie, na szczescie nie na tyle zeby wogole nie zostawic po sobie zadnych prac:)

    OdpowiedzUsuń
  3. I like your blog.I'm waiting for your new posts.

    OdpowiedzUsuń
  4. Thank you (Mulţumesc), Dyanna! The next post will be soon.

    OdpowiedzUsuń